Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt odebrał z terenu naszego miasta w miniony weekend (21 grudnia) owczarka niemieckiego w stanie skrajnego wyniszczenia. Pies z trudem utrzymywał się na łapach. Stan zwierzęcia poruszył nawet doświadczonych ratowników.
Według relacji DIOZ na facebooku, zwierzę przebywało na prywatnej posesji, bez budy i odpowiednich warunków bytowych. Jego „schronieniem” było miejsce za koszami na śmieci, w sąsiedztwie intensywnego ruchu samochodowego i pieszego. Pies nie miał zapewnionego stałego dostępu do pożywienia ani wody.
Owczarek jest skrajnie wychudzony, z widocznymi zanikami mięśni oraz wyniszczeniem organizmu. Poruszanie się sprawia mu ogromną trudność. Jego sierść była zbita w twarde kołtuny, dlatego konieczne było wygolenie zwierzęcia. Stwierdzono również intensywny, ropny wypływ z uszu oraz przewlekły stan zapalny. Dodatkowo u zwierzęcia wykryto bardzo duży guz jądra, który wymaga pilnej diagnostyki i leczenia chirurgicznego.
Przeczytaj też: wrzuciła szczeniaka do przenośnej toalety
Owczarek trafił pod opiekę Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt (organizacja działa również na terenie województwa łódzkiego). Jego stan określany jest jako ciężki. Przed nim długotrwałe i kosztowne leczenie, obejmujące m.in. terapię infekcji, leczenie onkologiczne oraz stopniowe odbudowywanie masy ciała.
Filmy z interwencji jest na stronie DIOZ.
Sygnały były już wcześniej
Jak ustaliliśmy u zastępcy komendanta Straży Miejskiej w Pabianicach, służby już wcześniej odebrały niepokojące sygnały w tej sprawie.12 grudnia odbyła się kontrola. Na miejsce udali się m.in. pracownicy Powiatowej Inspekcji Weterynarii oraz Wydziału Ochrony Środowiska. Potwierdził to również Powiatowy Inspektor Weterynarii.
Sprawdzono warunki bytowe zwierzęcia i jak usłyszeliśmy, nie stwierdzono tak poważnych zaniedbań.
Właściciel czworonoga, około 15-letniego owczarka, współpracował z kontrolującymi. Wskazał im budę psa (była za domem) oraz karmę mokrą i suchą. Pies nie był pod stałą opieką weterynaryjną. Problemy z poruszaniem się uznano za wynik "dysfunkcji tylnych łap", a guz za nieoperacyjny. W zaleceniach pokontrolnych zapisano m.in., że zwierzę powinno mieć wyczesaną sierść oraz zapewnioną opiekę medyczną. Kolejną kontrolę zaplanowano pod koniec 2025 roku.
21 grudnia na teren posesji, po zgłoszeniach przechodniów, weszli przedstawiciele DIOZ i zabrali psa. Mimo upływu ponad tygodnia od kontroli zwierzę nadal wyglądało jak totalne nieszczęście. Ratownik, bez najmniejszego problemu, niósł pod pachą do samochodu dorosłego owczarka niemieckiego.
Skontaktowaliśmy się z organizacją, by zapytać, jakie są rokowania dla czworonoga. Poniżej odpowiedź:
"Jesteśmy głęboko zszokowani faktem, iż na miejscu zdarzenia miały pojawić się inne służby, a mimo to pies nie został odebrany. Stan zwierzęcia, w jakim trafił pod naszą opiekę, jest bowiem krytyczny.
Pies jest skrajnie zagłodzony, wycieńczony, chory, zaniedbany i nieleczony od długiego czasu. Rokowania są w tej chwili bardzo ostrożne. Mówimy o zwierzęciu w stanie bezpośredniego zagrożenia życia.
U psa stwierdzono m.in. przewlekłe, wielomiesięczne, ropne zapalenie kanałów słuchowych, które - pozostawione bez leczenia - może prowadzić do zapalenia opon mózgowych i śmierci. Dodatkowo pies posiada gigantyczny guz jąder, widoczne postępujące zaniki mięśniowe, całkowity regres tkanki tłuszczowej, a także liczne zaniedbania pielęgnacyjne widoczne gołym okiem. Zwierzę było skrajnie odwodnione i w stanie, który można określić jako „zasuszony niemalże na śmierć”.
W tych okolicznościach absolutnie niezrozumiałe i nieakceptowalne jest, że jakiekolwiek służby miały być na miejscu i nie podjęły decyzji o natychmiastowym odebraniu psa. Na szczęście otrzymaliśmy zgłoszenie od empatycznych przechodniów, którzy nie przeszli obojętnie wobec cierpienia zwierzęcia - to dzięki nim pies otrzymał pomoc. Nie zmienia to jednak faktu, że jeśli wcześniej interweniowały tam służby, sytuacja ta nosi znamiona rażącego niedopełnienia obowiązków".
DIOZ zapowiedział zgłoszenie sprawy do prokuratury.
20 0
Ku…a… co za Gnój tak zrobił 😡 jemu tak nie dawać jedzenia pić i na łańcuch. Szkoda że nie naszego Prawa lepiej skoncentrować odnośnie takich Sku……..i 😡ah szkoda słów
17 1
Nie pierwszy taki przypadek, gdy Straż Miejska w Pabianicach interweniuje i nie stwierdza poważnych zaniedbań… a później są takie efekty…. Przerażające….
16 0
Proponuje osoby ślepe na krzywdę tego biednego psa po zwalniać. Są nic nie warci.
6 0
Niestety wiekszość wlascicieli psow uważa ze z guzami nie trzeba nic robic. Kiedyś z ciezkim sercem zwrocilem staruszce uwage ze powinna isc do weterynarza z wielkim guzem psa na jadrze. Jak mnie zapytala gdzie przyjmuje weterynarz "państwowo" rece mi opadły. Kazdy bierze psa i myśli ze on sam o siebie zadba, nie stac cie nikt cie nie zmusza zebys mial psa czy kota
2 4
I bardzo dobrze.
0 0
SM TO TYLKO POTRAFI MANDAT WLEPIC NA ULICY NARUTOWICZA POD BANKIEM TAM SA CO CHWILE NA SYGNALE JEZDZA DWA PEDALY I SIE ROZGLADAJA PO ULICACH JAKIS CZAS TEMU SAMA MIALAM OKAZJE Z NIMI POROZMAWIAC NA JEDNYM Z PODOWREK Z KOMINA LECIALA DOSLOWNIE SMOLA ZADZWONILAM I JAKIE MOJE ZDZIWIENIE STRAZ NIE PRZYBYLA MAJA W DUPIE WSZYSTKO ALE NAJWANIEJSZE ABY DOSTALI WCZASY POD GRUSZA 13NASTKI 14NASTKII I WSZYTSKO BO ONI MAJA BARDZO POWAZNA FUNKCJE. DZIADOSTWO ZAMIAST SIEDZIEC W RADIOWOZACH NA ROZLOZONYCH FOTELASCH TO DO SCHRONISKA NA SPACER Z PIESKIEM WYJSC
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu zyciepabianic.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz