Sprawa miała swój początek w bożonarodzeniowy poranek. Na ul. Łaskiej Fiat Punto z impetem uderzył w latarnię. Kierowca uciekł z miejsca zdarzenia, wcześniej demontując tablice rejestracyjne. Nagrania z monitoringu miejskiego doprowadziły do prawdziwego winnego - 19-latka bez prawa jazdy.
O godz. 6.40 rozpędzone auto, na wysokości ul. Wspólnej, wypadło z drogi i uderzyło w latarnię, a następnie w znak drogowy i sygnalizator. Siła zderzenia była na tyle duża, że słup oświetleniowy złamał się, a jego elementy częściowo zatarasowały jezdnię.
Kiedy na miejsce dotarły służby, kierowcy już nie było. Świadkowie relacjonowali, że z auta najpierw wybiegł pasażer, a chwilę później kierujący. Monitoring zarejestrował także, jak mężczyzna po kilku minutach wraca do rozbitego samochodu i zdejmuje tylną tablicę rejestracyjną. Niedługo potem ponownie pojawia się przy wraku, by zdemontować przednią tablicę, po czym znika.
Jeszcze tego samego dnia przed południem do komendy zgłosił się 27-latek, twierdząc, że to on prowadził auto. Jego wygląd nie odpowiadał jednak wizerunkowi z nagrań. Sprawa nie została więc zamknięta.
Po analizie materiałów ustalono, że za kierownicą siedział 19-letni członek rodziny mężczyzny, który próbował wziąć winę na siebie. Nastolatek przyznał się do spowodowania zagrożenia w ruchu drogowym oraz jazdy bez uprawnień i zgodził się na dobrowolne poddanie karze.
Nagrania pokazały również, że wracając po tablice dwukrotnie przebiegał przez jezdnię na czerwonym świetle i w miejscu niedozwolonym. Te wykroczenia także znajdą swój finał w sądzie.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu zyciepabianic.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz