Ostatni szkolny dzwonek uradował nie tylko uczniów, ale i nauczycieli. Uczniowie dostali świadectwa, a nauczyciele „dowody wdzięczności”. Ponieważ wdzięczność rodziców nie zna granic, więc grono pedagogiczne opuściło szkolne mury z drogocennymi prezentami - pisało Życie Pabianic w czerwcu 19997 roku.
Tylko nieliczni nauczyciele wracali do domu jedynie z kwiatami i słodyczami. Jeszcze mniej niosło pod pachą książkę z dedykacją od uczniów. Uczniowie woleli dziękować sprzętami kuchennymi i biżuterią. Do szkoły taszczyli odkurzacze, sokowirówki, żelazka i czajniki. Pan od praktyk w zawodówce dostał nawet wiertarkę z kompletem wierteł.
Jedna z pań wychowawczyń już w maju zapowiedziała, że nie będzie przyjmować od uczniów kwiatów. Twierdziła, że zaraz po wręczeniu świadectw wyjeżdża na urlop i cięte kwiaty do niczego jej się w podróży nie przydadzą. Dostała torbę i termos. Jej koleżankę w wieczór przed zakończeniem roku szkolnego odwiedziła klasowa delegacja z wiaderkiem pełnym środków czystości. Zakupy robili w hurtowni chemicznej.
W ubiegłym roku dla jednej z nauczycielek ósma klasa ufundowała wycieczkę do Włoch. W tym roku o takim prezencie nie słyszeliśmy. Jak co roku po szkołach krążyły listy proponowanych „dowodów wdzięczności”. Przygotowywały je klasowe komitety rodzicielskie w porozumieniu z nauczycielami. Wiemy, że listy próbowali przechwycić dyrektorzy szkół, ale bez powodzenia. Na najdroższe podarunki decydowali się uczniowie żegnający swoich wychowawców. Zrzucali się nawet po 50 zł. Najczęściej klasowi skarbnicy zbierali po 5–25 zł od ucznia.

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu zyciepabianic.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz