Region

Zamknij

Psy też mają wakacje! U nich spędzają je "na wypasie"

GG 09:57, 21.08.2021 Aktualizacja: 13:31, 27.10.2025
Skomentuj Psy też mają wakacje! U nich spędzają je "na wypasie" Kamil Misiek

O kim mowa? O podopiecznych hoteliku dla psów „W dobre ręce”, który działa od 4 lat w Ksawerowie przy ul. Złotej. Jego właścicielką i opiekunką psów jest Anna Grzegorczyk.

- Byłam kelnerką w barze sushi, a po pracy udzielałam się w schronisku przy Marmurowej – wspomina pani Anna. - Praktycznie nie było mnie w domu. Mąż groził rozwodem. W końcu rzuciłam „kelnerowanie” i zajęłam się psami na cały etat.

Robert, który jest zawodowym kierowcą, także zmienił pracę. Prowadzi firmę transportową. Przewozi psiaki od właścicieli do hoteliku i z powrotem. Ma co robić, bo psy do Ksawerowa przyjeżdżają z całego województwa, a nawet z Polski. Bywa, że zza granicy (Hamburg, Berlin).

Do hoteliku trafiają psy, których właściciele wyjeżdżają np. na weekend albo urlop i nie mają z kim zostawić pupila. Na stałe jest też 6 czworonogów pani Ani i jej męża.

O tych, które przyjeżdżają na kilka godzin (właściciele zostawiają je na czas pracy i odbierają tego samego dnia), pani Anna mówi „przedszkolaki”. Koloniści to młode psy na dłuższy pobyt. Starsze to kuracjusze.

Psy swobodnie biegają po całym domu Grzegorczyków - sypialnia, salon, kuchnia, ogród to ich całe królestwo. W stadzie mają się dobrze.

- Nie stosujemy klatek. Psy mają się czuć jak u siebie. Może dlatego tak chętnie do nas idą i nie tęsknią za swoimi właścicielami – wyjaśnia pani Anna. - Dlatego zawsze ktoś musi być w domu, ja albo mąż. Pomaga nam też nastoletni syn.

Jakie psy przyjmują „W dobre ręce”?

- Łagodne, więc muszą być wykastrowane, „dogadywać się” z innymi – tłumaczy pani Anna. - Nie przyjmujemy agresywnych zwierzaków.

Właściciele przywożą je razem z zapasem karmy i lekami (o ile to potrzebne). Każdy psiak ma rozpiskę ile, kiedy i co trzeba mu podać. Pani Anna nagrywa i wysyła właścicielom podopiecznych filmiki z ich pobytu w hoteliku.

Dzień w domu Grzegorczyków zaczyna się o 7.00 rano.

- Od wyjścia na siusiu, sprzątania i mycia podłóg, potem jest czas karmienia i lekarstw - opowiada pani Anna. - Spać chodzą razem z nami około północy. Kładą się, gdzie chcą, bywa, że w naszym łóżku.

Przedtem jeszcze oglądają razem telewizję. Wtedy cała gromada ludzko-psia „zalega” na kanapach w salonie i robi się w miarę cicho.

Stadem rządzi Babka, najmniejsza i najbardziej ukochana i rozpieszczona suczka pani Anny (podobna do ratlerka lub chihuahua), trochę roztyta i głośna.

- Mąż wypatrzył ją na stronie schroniska w Krakowie - opowiada. - Była w bardzo złej kondycji. Wydawało się, że nie przeżyje.

Grzegorczykom udało się psiaka uratować i odżywić, a Babka odwdzięcza się całym psim sercem.

Pani Anna kocha psy miłością bezinteresowną i absolutną. Nie przejdzie obojętnie obok żadnej psiej krzywdy. 36-latka przeszła szkolenie pierwszego stopnia w zakresie behawiorystyki i jest inspektorem w Stowarzyszeniu Ochrony Praw Zwierząt „Jazgot” w Łodzi. Jest też psim ratownikiem.

Wiedzą o tym sąsiedzi i pracownicy schroniska przy Marmurowej w Łodzi, gdzie Anna pracowała jako wolontariusz. Na hasło: zaginął pies lub trzeba uratować psinę więzioną na łańcuchu, pani Anna rzuca wszystko i jedzie na pomoc. Jej mąż Robert zna żonę i już nie przechodzi obojętnie obok psiej biedy.

- Wolę zabrać od razu psa do auta niż wysłuchać reprymendy od Ani i wracać po niego kilka kilometrów – opowiada.

Anna i Robert są małżeństwem od kilkunastu lat, mają nastoletniego syna. Na 10. rocznicę ślubu mieli pojechać w podróż życia – na Kubę. Nie pojechali, bo...

...pomocy potrzebował Pastor. Tak nazwali doga niemieckiego, bo był cały czarny z białą krawatką. Pastor całe swoje dorosłe życie spędził w schronisku. Nikt go nie chciał, aż wypatrzyli go Grzegorczykowie i wzięli do siebie. Był z nimi przez 2 lata. Odszedł, gdy miał 15 lat. Do dziś pani Anna wspominając psa nie może ukryć wzruszenia.

Teraz próbuje wychować Hienę. Tak ze względu na umaszczenie nazwała młodego psa, którego znalazła w opuszczonych zabudowaniach po zakładzie mięsnym.

- Musiała tam się urodzić, nie znała ludzi – opowiada pani Anna. - Jest dzika.

Hiena na razie „mieszka” sama w dużym boksie, śpi w budzie. Pani Anna próbuje ją oswoić. Na razie uzyskała tyle, że pies wychodzi z kryjówki na jej widok.

(GG)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

suzeme-ne-kumosuzeme-ne-kumo

0 0

Najlepsze miejsce gdzie mozna oddac psa na czas nieobecnosci jezeli nie jest agresywny i zsocjalizowany. Psy maja duza ilosc ruchu i sa pod stałą opieką. Zdjecia i filmiki Pani Ani nie pozwalają sie martwić. Pobyt w hotelu pozwala też zadbac o o forme psa i zrzucic troche brzuszka ;)

15:47, 23.08.2021
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

klapouchyklapouchy

0 0

Wspaniali ludzie o wielkim sercu! Też mam kilka piesków i traktuję je jak rodzinę. Zaczynamy dzień od spaceru, a w między czasie podłogi ogarnia z sierści roomba i braava. To spore ułatwienie i oszczędność czasu.

23:47, 28.08.2021
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu zyciepabianic.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

0%