Miały cieszyć oczy mieszkańców, ale zamiast kwitnąć - znikają. Przy ruchliwej ulicy Zamkowej (obok kościoła ewangelicko-augsburskiego) ktoś wyrwał świeżo posadzone surfinie. To kolejny przypadek niszczenia wspólnej zieleni w ostatnim czasie. Jak ma być ładnie w tym mieście?
Jeszcze niedawno miejska donica przy ulicy Zamkowej była gęsto obsadzona kolorowymi kwiatami. Dziś widać w niej puste miejsca, a na chodniku leży rozsypana ziemia - wyraźny ślad po tym, że ktoś postanowił zabrać rośliny dla siebie. Podobne sytuacje zdarzają się coraz częściej. Giną sadzonki, łamane są młode nasadzenia, a świeżo urządzone rabaty bywają niszczone krótko po ich przygotowaniu.

Niedawno, przed Urzędem Miejskim, w miejscu objętym monitoringiem, starsza kobieta zaczęła wykopywać kwiaty z miejskiej rabaty. Interweniował pracownik urzędu, który powstrzymał ją przed zabraniem roślin.
Nie jest to nowy problem i powtarza się nagminnie. W ubiegłym roku zaledwie miesiąc cieszyły oko mieszkańców nowe nasadzenia zieleni w różnych częściach miasta. Niestety, nieznani sprawcy zdewastowali i częściowo ukradli świeżo posadzone rośliny, pozostawiając zniszczone rabaty. Do największych zniszczeń doszło wówczas na skwerze im. B. Pietrzaka przy ul. Szarych Szeregów, gdzie skradziono aż dwanaście hortensji, a ozdobne krzewy zostały połamane. Zniszczenia nie ominęły również Parku Słowackiego – tam wandale zniszczyli część nowo dosadzonych róż. Na Starym Rynku wyrwano krzewy irgi, które miały wzbogacić reprezentacyjną przestrzeń miasta. Wandale (bo jak inaczej ich nazwać) wyrządzili straty także na ul. Łaskiej, gdzie wzdłuż pasa drogowego – od baru „Pierożek” do skrzyżowania z ul. Ostatnią – powstała estetyczna rabata z hortensjami, ozdobnymi trawami i szałwią. Część sadzonek została tam zniszczona lub wyrwana krótko po posadzeniu.
Problem wykracza jednak poza wartość kilku sadzonek. Każda z nich została kupiona za publiczne pieniądze, czyli środki wszystkich mieszkańców. Za miejską zieleń i jej utrzymanie również płacą podatnicy. Gdy rośliny znikają lub są niszczone, koszty ponownie ponosi cała lokalna społeczność.
Trudno więc mówić o budowaniu estetycznej i przyjaznej przestrzeni, jeśli część osób regularnie ją dewastuje lub traktuje jak źródło darmowych roślin do własnego ogródka. Kilka wyrwanych sadzonek może wydawać się drobiazgiem, ale w rzeczywistości jest wyrazem braku szacunku do wspólnego dobra.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu zyciepabianic.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz