Pabianice z dawnych lat

Zamknij

Rok 1931: afera w kasie, dyrektor ucieka, policja na tropie

Adam Dobrzyński 14:31, 08.12.2020
Rok 1931: afera w kasie, dyrektor ucieka, policja na tropie archiwum

Zaczęło się banalnie – od urlopu, jaki w sierpniu 1931 roku zafundował sobie Zięba. „Pan dyrektor udał się na wypoczynek do Kazimierza nad Wisłą. Powróci za około trzy tygodnie” – zanotowano w urzędowym dzienniku. Mieszczącym się przy ulicy św. Rocha pabianickim oddziałem Kasy Chorych miał w tym czasie kierować pierwszy zastępca Zięby. Kasa dysponowała sporymi pieniędzmi ze składek pracowniczych. Jej zadaniem było finansowanie opieki zdrowotnej (wizyt u lekarzy, interwencji pogotowia, pobytów w szpitalach i sanatoriach) tym osobom, które wpłacały składki ubezpieczeniowe.

Gdy tylko zamknęły się drzwi za dyrektorem Ziębą (od trzech lat piastującym stanowisko w Pabianicach), rozdzwoniły się telefony w komendzie policji i u prokuratora. Szeregowi pracownicy Kasy Chorych, jeden przez drugiego, donosili na szefa. Według prasy, takich donosów było kilkadziesiąt. „Władze śledcze powiadomiono, iż dyrektor miał korzystać z każdej sposobności, aby wyłudzać pieniądze zarówno od pracowników Kasy Chorych, jak i interesantów, dostawców oraz osób ubezpieczonych. Chodzi o grube tysiące złotych” – napisał „Głos Poranny”.

„Doniesienia na Ziębę i zarzuty wobec niego skłoniły komisarza policji do bezzwłocznego zawieszenia dyrektora w urzędowaniu. Do Pabianic przyjechał z Warszawy wizytator, p. Dziamarski, który z wielką energią wziął się do pracy” – informowała prasa.

Wizytator i śledczy ustalili, że zarzuty wobec Zięby są zasadne. „Zmuszał urzędników do żyrowania mu weksli, ani myśląc o wykupieniu tych weksli. Brał też od podwładnych pożyczki (bezzwrotne) i wykorzystując swoje stanowisko, wyłudził klika tysięcy złotych od dostawcy mleka dla Kasy Chorych” – pisał „Głos”. Szacowano, że nadużycia popełnione przez dyrektora przekroczyły 20 tysięcy zł. Zięba to „ładny ptaszek”… - szeptano w mieście.

Aresztować go!

Prokurator wydał nakaz aresztowana Zięby. „Do policji w Kazimierzu nad Wisłą wysłano polecenie natychmiastowego sprowadzenia Zięby do Pabianic” – pisał dziennik „Republika”. „Jednakże polecenie to nie mogło być wypełnione, gdyż Zięba, w obawie przed aresztowaniem, zbiegł w niewiadomym kierunku”. Rozesłano listy gończe.

Tropem byłego dyrektora ruszyli policyjni wywiadowcy z Kazimierza nad Wisłą. Wkrótce ustalono, że zbieg zaszył się w stolicy. Dwa dni później prasa pisała: „W ubiegłą sobotę jeden z wywiadowców policji zwrócił uwagę na pewnego osobnika, bawiącego się w znanej warszawskiej restauracji Adria przy ulicy Moniuszki. Osobnik ów zdawał się być  identyczny z wyrażonym na fotografii w listach gończych.

Wywiadowca zwrócił się o wsparcie kolegów z komisariatu, po czym policjanci obsadzili wejście do restauracji. Za pośrednictwem kelnera wywołali podejrzanego pod pozorem, że chce się z nim widzieć jakaś kobieta. Nie przeczuwając podstępu, Zięba przeprosił towarzystwo przy stoliku i wyszedł. Gdy wywiadowcy otoczyli go i nakazali mu pójść do komisariatu, Zięba błyskawicznie rozepchnął policjantów i rzucił się do ucieczki”.

W dalszej części relacji z próby zatrzymania Zięby gazeta pisała: „Wywiadowcy byli przygotowani na atak zdemaskowanego złoczyńcy. Zięba nie zdołał ubiec kilkudziesięciu kroków, gdy został obezwładniony i odstawiony do komendy. Stamtąd zaś - wobec stawiania oporu policji – przewieziono go do Pabianic, następnie osadzono w łódzkim więzieniu przy ul. Kopernika. Jest teraz do dyspozycji sędziego śledczego, p. Borka.

Przy aresztowanym znaleziono zaledwie 29 złotych i 30 groszy. Podczas dochodzenia zbadano też towarzystwo siedzące wraz z Ziębą przy stole w Adrii. Jak się okazało, Zięba przybył do restauracji z kobietą - przygodną znajomą. Po wylegitymowaniu, kobietę puszczono wolno”.

Kawał cwaniaka

 „Krętacz, cwaniak, łapownik, nawet gońcy Kasy Chorych musieli mu płacić haracz” – grzmiał prokurator oskarżający Ziębę. „O wartości moralnej Zięby niech świadczy fakt, iż kilkakrotnej zmiany swych przekonań politycznych dokonywał wyłącznie po to, by utrzymać się na stanowisku. To piskorz i kameleon” – pisał „Głos”. Oskarżony Zięba wyłudzał pieniądze także od lekarzy i pacjentów. Ci ostatni dawali mu łapówki, jeśli chcieli dostac skierowanie i podleczyć się w sanatorium.

W listopadzie 1931 roku Władysław Zięba stanął przed sądem. „Sprawę rozpatrywał sędzia Lewandowski, oskarżał prokurator Grzegorzewski, bronił adwokat Lilker” - relacjonowała prasa. „Na pytanie sędziego, czy oskarżony przyznaje się do winy, Zięba odpowiedział przecząco. Twierdzi, iż cała sprawa oparta jest na podłożu politycznym. Jednakże liczni świadkowie w całości potwierdzili przed sądem akt oskarżenia.

Prokurator Grzegorzewski w mocnych słowach scharakteryzował rodzaj przestępstwa Zięby, podkreślając, że nic nie usprawiedliwia nadużyć dokonanych w stosunku do niezamożnych pracowników i dostawców przez dobrze sytuowanego i działającego w pełni świadomości dyrektora Kasy Chorych”.

Obrońca starał się wykazać, że Zięba zaciągał jedynie prywatne pożyczki, co nie jest karalne. „Gdyby oskarżony dziś jeszcze pracował, na pewno wywiązałby się z wszelkich należności” – upierał się obrońca, wnosząc o uniewinnienie oskarżonego.

Sąd był zdumiewająco łagodny. Władysław Zięba został skazany na rok więzienia. Po złożeniu apelacji, karę zmniejszono mu o połowę.

Zięba stawał przed sadem jeszcze kilkakrotnie. Za wyłudzenie 20 tysięcy zł od znanego w Pabianicach lekarza, siedział rok. Za przywłaszczenie pieniędzy przemysłowca, inżyniera Karola Thiela – także siedział rok.

Nigdy nie udało się ustalić, na co (lub na kogo) Władysław Zięba przepuszczał cudze pieniądze. Podejrzewano, że zgubiły go kobiety…

(Adam Dobrzyński)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
0%