Pabianiczanin Rafał Frankiewicz od ponad 30 lat wydobywa ukryte piękno z pozornie zimnego tworzywa, jakim jest kamień. Na jego prace można się natknąć w przestrzeniach miejskich, między innymi przy ul. Włókienniczej w Łodzi.
Monumentalne rzeźby autorstwa Rafała Frankiewicza mija każdy, kto przechodzi lub przejeżdża ulicą Włókienniczą. Zdobią elewację zrewitalizowanej XIX-wiecznej kamienicy pod numerem 6.
- Dobrym duchem tego przedsięwzięcia był Andrzej Walczak, współtwórca firmy Atlas, ale też miłośnik i propagator sztuki. Zainteresował mnie tym projektem, mówiąc, że wymarzył sobie coś nieoczywistego, co nie będzie wykonane w duchu dziewiętnastowiecznym, a będzie nawiązywać do naszych czasów - wspomina rzeźbiarz.

Kariatydy zdobią elewację między pierwszym a drugim piętrem budynku. Jak opowiada twórca, była to praca z mnóstwem obostrzeń technicznych. Rzeźby nie mogły mieć więcej niż 32 centymetry głębokości, by nie wystawać poza gzymsy, musiały mieć najwyżej metr rozpiętości i skrupulatnie wymierzoną wysokość - 3,75 m.
- Przy tej głębokości i wysokości to w zasadzie kartki papieru - mówi obrazowo Rafał Frankiewicz. - Zrobiłem sześć kariatyd. Podobnych, ale każda jest inna. W środku budynku jest brama wjazdowa, co wymuszało symetrię, trzy na lewo, trzy na prawo. Są zrobione z laminatu. Podczas pracy musiałem spełnić szereg wymogów technicznych, zatwierdzanych przez urzędy, konserwatorów, strażaków. Parę razy jeździłem na Włókienniczą, wciągałem i zdejmowałem rzeźby, bo musiały zostać precyzyjnie dopasowane. Miałem na to trochę więcej niż pół roku, więc był potworny galop. Wyszła bardzo interesująca kompozycja. Fajne jest to, że można ją oglądać z różnych perspektyw.
Jeszcze bardziej monumentalny był posąg boga Zeusa zamówiony przez greckiego biznesmena, właściciela pensjonatu na Cyprze. Rzeźba siedzącego Zeusa miała trzy metry. Razem z postumentem i elementem wieńczącym posąg - 4,2 m. Aby można ją była przewieźć z pracowni w Pabianicach, musiała zostać odlana z tworzywa sztucznego.

- Zeus popłynął na Cypr statkiem. Warunek był taki, że posąg ma się zmieścić do kontenera, więc żaden z elementów nie mógł być szerszy niż wymiary tego kontenera - wspomina Rafał Frankiewicz.
Obok Zeusa stanęły potem zaprojektowane przez pabianiczanina równie potężne posągi Ateny i Dionizosa.
Rafał Frankiewicz jest absolwentem Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi. Jego autorska pracownia mieści się przy ul. Piotra Skargi w Pabianicach. Dłuto wziął do ręki w roku 1993. Zanim w pełni poświecił się rzeźbie, przez kilka lat pracował jako nauczyciel. Uczył plastyki w szkole przy ul. Czernika w Łodzi. Przez jakiś czas pracował jako asystent w pracowni rzeźby łódzkiej ASP. Ale przyszedł taki moment, że rzucił to wszystko i zajął się wyłącznie rzeźbą. To było w 2007 roku. Dziś Rafał Frankiewicz jest cenionym artystą, realizuje też rzeźbiarskie zamówienia dla osób prywatnych, firm, instytucji. Uprawia rzeźbę portretową, kameralną i monumentalną. Na jego ciekawie zaprojektowane i efektownie wykonane nagrobki możemy się natknąć na cmentarzach w naszym regionie i innych częściach kraju
Artysta ma na koncie liczne wystawy w Polsce i poza granicami, oraz plenery. Jego prace były pokazywane między innymi w Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku. W Łodzi można je było oglądać m.in. w Klubie Nauczyciela.
- Jedną z wystaw, którą wspominam najmilej, jest ta z 2023 roku w Monako. Zostałem tam zaproszony jako uczestnik niezależny, czyli człowiek niezwiązany z organizacjami, galeriami, uczelniami. Zrobiłem dużą rzeźbę zatytułowaną Marianna, czyli Wolność zakładająca czapkę frygijską. To było prawie 200 kilogramów kamienia. Samodzielnie ją tam zawiozłem pożyczonym samochodem - opowiada Rafał.
Artysta nie stroni też od małych, kameralnych wystaw.
- Cenię momenty, w których ktoś z racji mojej postawy życiowej i artystycznej do czegoś mnie zaprasza. Ale musi iść za tym projekt, który mnie zaciekawi, zainspiruje, da szansę na nowe wyzwania - mówi.
Tak było z ekspozycją, którą kilka lat temu zaproponowała rzeźbiarzowi właścicielka outletu modowego w Pabianicach, w którym prezentowana jest także sztuka. Wernisaż odbył się w Dzień Kobiet, dlatego artysta przygotował cykl płaskorzeźb „Kobiety na rurce”.

- Dokumentacja zdjęciowa powstała w jednej z pabianickich szkół tańca. Modelkami były uczestniczki zajęć tańca na rurze. Pomysł był nowatorski, wszyscy byli nim zachwyceni – opowiada Rafał Frankiewicz. - Zamierzałem zrobić drugą część, bo skoro mamy dziewczyny na rurce, to powinniśmy mieć także chłopaków na drążku. Ale nie znalazłem kandydatów na modeli.
W swojej pracy sięga po ceramikę, brąz, tworzywa sztuczne, ale tworzy głównie w kamieniu. To materiał wymagający i niewybaczający błędów. Kiedyś najbardziej lubił marmur, ale dziś dużo frajdy sprawia m praca w piaskowcu. Trzeba umieć dobrze rzeźbić, żeby go ożywić, żeby mu nadać charakter, żeby zaczął gadać. Uważa, że w marmurze to łatwiejsze.
Frankiewicz jest twórcą wyczulonym na detal.
- Dlatego lubię wyzwania i często je sobie stawiam – mówi, pokazując jedną z ostatnich prac: misternie wyrzeźbione storczyki. - Używam czasami precyzyjnych narzędzi obrotowych, czyli frezów, ale storczyki są wykute za pomocą dłut i młotków. Jak już się popisywać to finezją i maestrią. Tło storczyków też robiłem dłutem. Ze świadomością, że jedno omsknięcie ręki i połowy tych pięknych kwiatów nie będzie - żartuje rzeźbiarz.

Jego najnowsze dzieło to trzy kamienne makiety słynnych polskich budowli, które zamówili kuratorzy wystawy powstającej w jednym ze znanych polskich muzeów.
- Na razie nie mogę zbyt wiele zdradzić, bo wystawa jest w fazie przygotowań, ale wykonałem z piaskowca między innymi makietę zamku w Będzinie. Zostałem wybrany, bo było to zadanie dość karkołomne technicznie - mówi Rafał Frankiewicz

Materiały: biuro prasowe Urzędu Marszałkowskiego w Łodzi
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz