Dietę w przedszkolach ustalają intendenci. Posiłki muszą być zrównoważone.
- Musi być odpowiednia ilość kalorii, witamin, błonnika, białka, cukru i innych składników - tłumaczy Dorota Działecka, intendentka z Przedszkola Miejskiego nr 2.
Dania muszą być dobrane kolorystycznie. Do tego liczy się cena. Jeśli danego dnia śniadanie i obiad są kosztowne, to podwieczorek będzie tańszy. Dietetycy zwracają uwagę na to, aby nie było dużo słodyczy.
- W przedszkolu kształtują się nawyki żywieniowe dzieci. Jeśli teraz nauczą się jeść jabłko, zamiast batona to taki nawyk zostanie na przyszłość – dodaje intendentka.
Ale od czasu do czasu w przedszkolnym menu zdarzają się słodycze typu baton, pączek czy chałka z nutellą. Jeśli na obiad jest makaron z serem i cukrem lub na śniadanie kanapki z dżemem, nic słodkiego nie pojawia się już w innych posiłkach.
Jedzenie musi być również urozmaicone. Są takie dania, które w przedszkolnym menu po prostu muszą być. To mięsa zawierające białko czy żelazo. To również warzywa i owoce.
Ale nie wszystko dzieci lubią i nie wszystko chcą jeść. Dlatego dietetycy ustalający przedszkolne menu biorą pod uwagę preferencje maluchów. Co najbardziej lubią przedszkolaki z „dwójki”?
Na śniadanie chętnie jedzą mleko z płatkami. Z zup wybierają pomidorową z makaronem, rosół, biały barszcz, ogórkową i kapuśniak. Na drugie danie największą popularnością cieszy się makaron z serem i naleśniki na słodko. Z mięs wolą schaby i filety z kurczaka. Za to nie lubią mięs w sosach i wątróbki. Nie chcą jeść kaszy i ryżu. Na talerzach zostają również surówki i warzywa.
Jeśli chodzi o podwieczorek, to furorę robi mounte. Ale chętnie jedzą też serki i chałkę z nutellą.
W Przedszkolu Miejskim nr 12 od wielu lat zachęca się rodziców do wyboru tej placówki właśnie przez zdrową dietę. Było kilka przypadków dzieci, które wymagały diety bezglutenowej. Posiłki robiono specjalnie dla nich. Teraz w tym przedszkolu jest kilkoro dzieci, które mają alergie na poszczególne produkty. Najczęściej jest to mleko, czekolada, kakao.
- Dla dzieci uczulonych na jakieś składniki mamy osobne menu, w których nie ma tych produktów – tłumaczy Renata Włodarczyk, dyrektorka Przedszkola Miejskiego nr 12.
Nie wszystkim rodzicom przedszkolna dieta się podoba. Są tacy, którzy nie chcą, aby ich dzieci jadły słodycze bez ich zgody.
- U mnie w domu jest tak, że raz w tygodniu kupujemy dziecku słodycze. Zjada je, a później przez cały tydzień wie, że nie będzie nic słodkiego – mówi tata jednego z przedszkolaków.
- Nie dajemy dziecku pączków, bułek słodkich i czekoladek. Pewnego dnia przyszło z przedszkola i powiedziało, że jadło pączka. Trochę mnie to zdenerwowało – twierdzi babcia innego przedszkolaka.
Preferencje żywieniowe zmieniają się. Wielu z nas zwraca uwagę na to, co je samemu i na to, co jedzą dzieci. Dlatego coraz częściej o żywienie maluchów w przedszkolach mamy pretensje.
- W każdej placówce miejskiej jadłospis jest kontrolowany przez sanepid. Nie zdarza się, aby były pretensje dotyczące złych proporcji podawanych posiłków – tłumaczy Waldemar Boryń, naczelnik Wydziału Edukacji, Kultury i Zdrowia.
Dzieci w konkursach nagradzane są cukierkami, batonikami i innymi słodkościami. Tak bywa bardzo często.
- To ma być nagroda, a dzieci lubią słodycze – mówi Boryń. - Trzeba jednak zachować pewien umiar i sądzę, że dyrektorzy przedszkoli i nauczyciele tak robią.
Inne pomysły na nagrody mają w PM nr 12.
- Są to malowanki, gry czy książki – mówi Renata Włodarczyk.
Liczba otyłych dzieci z roku na rok znacznie wzrasta. Oprócz złych nawyków żywieniowych dochodzi popularność takich napojów jak coca-cola. Nad tym, co jedzą i piją nasze dzieci, warto się zastanowić.
- Nie wiem, czy tani pączek to jest idealny smakołyk na podwieczorek dla 4-latka - mówi babcia jednego z przedszkolaków. - Dlaczego nie może to być jabłko lub banan? Będzie kosztować mniej, a i zdrowsze będzie. Bo domowy pączek jest smażony na dobrym tłuszczu, a sklepowy? Nikt nie wie na jakim. Prawdopodobnie na smalcu.
0 0
bardzo dyplomatyczne wypowiedzi, a rzeczywistość zupełnie inna. Wpajam dziecku dobre nawyki, nie słodzimy w domu herbaty, nie przesadzamy ze słodyczami. Odkąd dziecko poszło do przedszkola zaczęło krzywić sie na razowy chleb, który ze smakiem jadło do 3 roku życia (czytaj: zanim poszło do przedszkola). Herbata w przedszkolu słodka, budynie, kisiele, wafelki, kanapki z dżemem, miodem, pączki, bułki. . . długo by wymieniać. o jakości też już nie wspomnę bo parówki do superzdrowych produktów nie należą, margaryna do kanapek delma niebieska ma 20%tłuszczu ( co stanowi resztę???) Nie mam wyjścia, dziecko musi być w przedszkolu, wpływu na jadłospis nie mam. Ale niech nikt mi nie mówi że dba sie o kształtowanie dobrych nawyków zywieniowych.
0 0
nie mounte tylko MONTE
0 0
Samo EEEEEE jedna wielka tabloica medelejewa. A moze by tak zupkę mleczną byle nie na mleku w proszku. Ja tam na nic nie jestem uczulony a nie jak ta dzoisiejsza słaba młodzież, któa po wypiciu mleka dostaje sraczki.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu zyciepabianic.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz